Pobudka :)

Dzisiaj jest TEN dzień :). Poczułam nagle i nieprzymuszenie, że chcę pisać. Ponad rok temu czułam się wypalona, brakowało tematów, może chęci, a może zwyczajnie czasu na podjęcie wielu decyzji.

Wiem jedno – chcę kontynuować pisanie tutaj o życiu (emocjach, buntach, rozczarowaniach, marzeniach, podróżach, tworzeniu i o tym co w sercu i duszy gra), więc nie będzie to blog tematyczny, a jeżeli ‚groch, mydło i powidło’ możemy podciągnąć pod tematykę, to zgadzam się na takie tematy :).

Pozdrawiam tych, co zaglądali, zerkali, choćby na moment, a szczególnie tych, którym chciało się poczytać więcej :).

Do następnego postu :)!

P.S. Kompletnie zapomniałam jak to jest być administratorem własnego bloga i pogubiłam się w tych wszystkich ikonkach…

9798633

 

24 marca.

Dzisiaj, 24-ego marca mija kolejna rocznica bombardowań Serbii przez NATO. Był rok 1999.

Nie oceniam.

Nie wchodzę w tło polityczno – historyczne, bo na pewno można by było tysiące słów napisać.

Nie staję po żadnej ze stron.

Każdy ma swoja prawdę w sercu.

Tylko chyba najbardziej zawsze boli mnie to, że człowiek potrafi sobie ustanowić prawo do zabijania, odbierania życia innemu człowiekowi kierując się pewnie zwyczajnym ego…

Kilka słów o chlebie.

Chleb

„Wiecznie tak samo jeszcze jak za czasów Piasta,
Po łokcie umączone ręce dzierżąc w dzieży,
Zakwasem zaczyniony chleb ugniata świeży
Przejęta swym odwiecznym obrządkiem niewiasta.

Gdy wedle doświadczenia niechybnych probieży,
Nazajutrz ugniot miary właściwej dorasta,
Pierzyną ciepłą kryje pulchne ciało ciasta,
Kędy cierpliwie pory wypieku doleży.

I uklepawszy w płaskie półkule miąższ miękki
W gorący piec je wsuwa na długiej kociubie,
Skąd roztaczając zapach kuszący i miły

Wychodzą wnet pożywne, razowe bochenki,
Brunatne i okrągłe – ku piekarki chlubie –
Jak widnokrąg zoranych pól, co chleb zrodziły.”

 
Leopold Staff
z tomu „Tęcza łez i krwi”, 1918

 

„Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.”

Cyprian Kamil Norwid

 

Mąka, woda, sól, drożdże bądź zakwas. Chleb. Słowo, ciasto. Niby zwyczajny posiłek. A jednak.

Moja Babcia odkąd pamiętam szanowała chleb i uczyła mnie szacunku do niego. Jeśli zdarzyło się, że chleb spadł na podłogę, zawsze go podnosiła (nawet okruchy) i całowała z szacunkiem. Nigdy nie pozwalała, żeby chleb został wyrzucony do kosza, na śmieci. Pamiętam, że zawsze staraliśmy się oddawać chleb, który nie został zjedzony znajomym dla zwierząt. Jeżeli już naprawdę zachodziła taka sytuacja, że chleb jednak zostawał albo już nie nadawał się do użytku – był palony, to była jedyna opcja. Nigdy kosz na odpady. To gdzieś pozostało we mnie do dzisiaj.

Pamiętam jak piekłam swój pierwszy chleb na zakwasie. Ile emocji, energii włożyłam w wyrabianie, jak przeżywałam to, że nie wyrósł za pierwszym razem i jaka byłam dumna, kiedy w końcu wyciągnęłam z piekarnika wysoki, gorący, pachnący chleb.

Mądrość Przodków, szacunek dla pożywienia. Jestem wdzięczna za takie doświadczenia, mimo iż czasami denerwowało mnie to i buntowałam się.

Teraz rozumiem.

W Serbii zaobserwowałam coś ciekawego. Coś, co mi się spodobało – ludzie tutaj nie wyrzucają chleba. Możliwe, że to są jednostki, ale już to się liczy.
Wiele razy koło publicznych koszy na odpady zauważyłam, że ludzie przynoszą osobno chleb i rozrzucają dla ptaków czy może innych bezdomnych zwierząt. Chleb jest kruszony i rozsypywany na trawniki, głównie przez starsze osoby, dziadków z wnukami. Podoba mi się to.

Chleb

Zdjęcie znalezione w necie

Gorąca czekolada

Czasami rzucona w wir oczekiwań, żądań, lęków, niepewności i innych odczuć, doceniam zwykłe chwile – tak jak ta dzisiaj – z kubkiem gorącej czekolady, choć gdzieś tam niedoleczone nosowe rewolucje, choć ogromne zmiany czekające za rogiem, choć hula ten prawie halny na dworze unosząc śnieg dookoła. Ukochana osoba obok, kubek gorącej czekolady w ręce, ciepły koc i uczę się doceniać małe rzeczy, bo to one między innym składają się na piękno i codzienność naszego życia.

Czego i Wam życzę dzisiaj – dostrzegania piękna w prostocie i małych rzeczach :).

Pozdrawiam :).

Proj. Markiza Aga

Proj. Markiza Aga

Uważaj o czym marzysz, bo marzenia lubią się spełniać

Dzisiaj o Mapie Marzeń, zwaną również Mapą Skarbów.

Tworzona jest metodą kolażu. Są to rysunki, słowa, zdania, symbole, obrazki wycięte z gazet, czasopism, naklejone na papier stają się odzwierciedleniem tego, o czym marzymy. Stają się wizualną afirmacją i przyciągają realizację tego, co chcielibyśmy aby się spełniło, aby zostało nam dane.
Do wykonania Mapy Marzeń potrzebne są stare gazety, magazyny, kolorowy papier, klej, nożyczki, brystol, na który będziemy naklejać symbole naszych marzeń. Zamiast wyklejania można też użyć słów, coś namalować, wykleić z kolorowego papieru. Każdy powinien wybrać coś, co najlepiej czuje, co najbardziej do niego przemawia i co jest dla niego najłatwiejsze.
Różne są teorie na temat dnia, w którym powinna być tworzona Mapa Marzeń. Mówi się, że może to być początek Nowego Roku, Dzień Urodzin, ale najczęściej pojawiają się rady, aby wykonać mapę w ciągu 48 godzin od wejścia Księżyca w nów (wspiera on wszelkie formy wzrostu, korzystnie wpływa na inicjowanie nowych projektów). Ja osobiście robię swoją Mapę Marzeń 21-ego grudnia (Przesilenie Zimowe), już 3-ci rok z rzędu.
Tworząc mapę wycinamy te obrazki, słowa itd., które pozytywnie na nas oddziałują, które w jakiś sposób nas przyciągają. Mapa jest dla nas. Nieważne, jeśli komuś nie podoba się to, co wycięliśmy, ona ma się podobać nam :). Ważne, żeby emanowała pozytywną energią :).
Jeżeli np. marzymy o miłości, to starajmy się wkleić uśmiechniętą, szczęśliwą parę (zdarza się, że para wygląda idealnie, ale kiedy się bliżej przyjrzymy osoby mogą patrzeć w całkiem różnych kierunkach, albo oczy mogą wyrażać smutek, a o to nam przecież nie chodzi 🙂 ).
Ważne jest także, żeby mapy nie wykonywać zbyt długo. Kilka godzin skupienia, zabawy i pozytywnej energii wystarczy.
Mapa Marzeń jest piękną i niesamowitą metodą, która pomaga spełniać nadze marzenia. Porządkuje je, pomaga nam znaleźć to, co jest najważniejsze dla nas samych, może w jakiś sposób nadać kierunek naszemu życiu, itd.
Po wykonaniu Mapę można zawiesić w widocznym miejscu i co jakiś czas na nią zerkać, można też zwinąć i schować i zaglądać do niej co jakiś czas i pozwolić, aby się spełniało bez nacisku, fochów i dąsów czy żądań.
W grudniu wyklejałam już 3-cią Mapę Marzeń w swoim życiu i widzę z perspektywy lat, jak się zmieniam, jak zmieniają się priorytety w moim życiu. Jak moja pierwsza mapa zapełniona była masą materialnych rzeczy. I z roku na rok co innego zaczęło być dla mnie ważne. Mapa zaczęła oddychać, jest na niej więcej przestrzeni i niech tak zostanie :).
I jednocześnie potwierdzam osobiście – Mapy Marzeń się spełniają :).

Jeżeli ktoś będzie miał ochotę na stworzenie własnej – życzę samych pozytywnych wibracji :). Podzielcie się proszę spostrzeżeniami po :).

DSC00748

Czego się najbardziej boisz?

Wczoraj przez przypadek włączyłam telewizor, co zdarza mi się baaardzo rzadko ostatnio i trafiłam na film „Władca Pierścieni”, ale nie o tym mowa. Jedną z bohaterek filmu zapytano, czego się tak naprawdę i najbardziej boi. Odpowiedziała, że utraty wolności, zamknięcia w klatce i tego, że tak się do tej klatki przyzwyczai, że sama siebie zgubi, zapomni…
I poruszyła we mnie coś bardzo ważnego, bo oprócz wielu spraw, które czasami spędzają mi sen z oczu (zdrowie najbliższych, finanse, stabilizacja itd), ta jest jedną z najważniejszych – poczucie wolności, bycia sobą i niestracenie kontaktu z samą sobą, z własną duszą.

Artist Natalia Maroz

Natalia Maroz

Płaszcz ofiarny

Ileż to razy zdaje się nam, że to co przeszło i zostało zamknięte już nie wróci do nas w żaden sposób. Zamknięte na przysłowiowe cztery spusty. A tutaj nagle się okazuje, że te blizny, które dawno już uważane zostały za wyleczone otwierają się przy okazji jakiegoś małego, niby nic nie znaczącego zdarzenia. Te momenty, chwile, osoby, mgnienie wspomnienia i jeszcze wiele innych potrafią spowodować, że tak dobrze zabliźnione rany otwierają się i albo zaczynają się powolutku sączyć, drążyć, albo od razu powodują ból nie do zniesienia i okazuje się, że to co próbowaliśmy wyleczyć nie zostało tak naprawdę wyleczone i zamknięte, albo że potrzebujemy więcej czasu na żałobę po nich. Tak jest zazwyczaj w moim przypadku.

Ostatnio jakiś taki okres huśtawek emocjonalnych i braku poczucia stabilizacji, co niestety skutkuje u mnie w destabilizacji emocjonalnej.

Moja znajoma szamanka i wiedźma, która zresztą niesamowicie mi pomogła wiele razy i jestem jej za to niesamowicie wdzięczna, zaproponowała nam, kobietom, uczestniczącym w takim małym kręgu kobiet, zrobienie Mapy Smutków (istnieje jeszcze Mapa Marzeń, ale o tym już w następnym wpisie). Do Mapy Smutków potrzebny jest kawałek papieru, brystolu, gazety, klej, nożyczki. Siadamy, wyciszamy się i próbujemy poczuć co w naszym życiu boli, co powoduje łzy, smutek, żałobę, czego jeszcze nie przerobiliśmy itd. Symbole tych właśnie boleści, żalów i smutków próbujemy odnaleźć w gazetach, wyciąć, wkleić na tą właśnie Mapę Smutków. To co czujemy. Pamiętam, że robiliśmy tą mapę kilka tygodni przed Mapą Marzeń, ale jeżeli istnieje potrzeba to można ją po prostu zrobić w danej chwili. Nad mapą można sobie później posiedzieć, pomedytować, a na końcu spalić, żeby symbolicznie zamknąć to co bolało, smuciło, a z czym chcemy się już pożegnać.

Powróciłam też do lektury książki Clarissy Pinkoli Estes „Biegnąca z wilkami” i trafiłam na metodę podaną przez autorkę, a nazwaną Płaszczem ofiarnym. Zacytuję teraz fragment mówiący o tej właśnie metodzie:

„W pracy terapeutycznej pokazuję czasem kobietom, jak zrobić długi do samej ziemi płaszcz ofiarny z płótna czy innego materiału. Jest to coś w rodzaju peleryny, na której maluje się, wypisuje, przypina czy przymocowuje przeróżne rzeczy symbolizujące wszystko, co kobieta w życiu przeszła; wszystkie obelgi, zniewagi, urazy, wstrząsy, rany i blizny. Jest to zapis jej wszystkich ofiar i poświęceń. Czasami zrobienie takiego płaszcza zabiera tylko dzień czy dwa, ale niektóre kobiety potrzebują na to miesięcy. Jest to niezwykle pomocne w wyszczególnieniu wszystkich krzywd, policzków od losu i ciosów, jakich doznały w życiu.

Najpierw zaczęłam robić płaszcz ofiarny dla siebie. Wkrótce stał się tak ciężki, że dźwigać go musiał cały orszak Muz. Początkowo zamierzałam złożyć wszystkie swoje psychiczne śmieci w tym jednym przedmiocie, a potem pozbyć się ich przez spalenie go. Zamiast tego powiesiłam go w korytarzu i za każdym razem, kiedy koło niego przechodziłam, czułam się dobrze, nie miałam żadnych negatywnych uczuć. Byłam pełna podziwu dla ovarios kobiety, która była zdolna unieść na sobie ten płaszcz, nie zachwiać się pod nim, lecz śpiewać, tworzyć i radośnie przyjmować wszystko.

Stwierdziłam, że sprawdza się to także w przypadkach moich pacjentek. Nie chciały niszczyć płaszczy ofiarnych, kiedy je już zrobiły. Pragnęły zachować je na zawsze, a im bardziej były bolesne i skrwawione, tym lepiej. Czasami nazywamy je też płaszczami bitewnymi, bo są dowodem wytrwałości, męstwa, upadków, niepowodzeń i zwycięstw danej kobiety.

Czasem dobrze jest policzyć swój wiek nie w latach, ale w liczbie blizn zdobytych w bitwach.

– Ile masz lat? –  pytają mnie czasem. –  Siedemnaście blizn – odpowiadam. – Zwykle ludzie nie krzywią się i sami chętnie obliczają swój wiek w taki sposób.

Indianie Lakota malują na skórach zwierząt, zapisując zimowe wydarzenia. Indianie Nahua, Majowie i Egipcjanie mieli kodeksy, w których notowali wielkie wydarzenia – wojny i zwycięstwa. Na ich podobieństwo kobiety mają swoje płaszcze ofiarne, płaszcze bitewne. Zastanawiam się, co nasze prawnuczki i praprawnuczki pomyślą o takim zapisie naszego życia. Mam nadzieję, że trzeba im będzie to wyjaśniać.

Nie może być wątpliwości – zasłużyłyście na to, dokonując trudnych życiowych wyborów. Jeśli ktoś was zapyta o narodowość, pochodzenie etniczne, linię krwi, to uśmiechnijcie się zagadkowo. Powiedzcie, że należycie do Klanu Blizn.”

Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy ile rzeczy jako Kobiety jesteśmy w stanie przejść, udźwignąć. Ile rzeczy przeszły nasze Mamy, Babcie, Prababcie i ich poprzednie Pokolenia. To przez co my przechodzić już nie musimy. Wdzięczna im jestem ogromnie.

Więc kto jeszcze zapisuje się do Klanu Blizn 😉 :)?…

DSC09979