Kameniczki Park, Novi Sad, Serbia

Post czekał prawie 1,5 roku na napisanie…, ale w końcu powstał.

Nie lubię pisać z tak dużym opóźnieniem, bo już i emocje nie te same, i spostrzeżenia gdzieś uleciały, zostały tylko wspomnienia tego dnia. Jedno, co mogę polecić, jeżeli lubicie podróżować i odkrywać – nie bójcie się chodzić. My poprzez takie, czasami wielogodzinne, spacery odkryliśmy miejsca, których po prostu na mapach i w przewodnikach spotkać nie można. Nie piszę tutaj akurat o Parku Kameniczkim, ale ogólnie o czasie spędzonym w Serbii.

A Park Kameniczki, cóż…. ja dziewczyna z gór, przyzwyczajona do ogromnych leśno-górskich przestrzeni, wyobrażałam sobie ten park jako ogromną przestrzeń a realia mnie ciut rozczarowały. Novy Sad – miasto spore, daleko mu do gór, więc pełna nadziei i tęsknoty za rodzinnym krajobrazem pognałam na piechotę z dzielnicy Satelit (jeśli dobrze pamiętam nazwę) aż do mostu na Dunaju. Potem schodkami na most i widok rozciągnął się niesamowity. Jedynym dyskomfortem była dla mnie zbyt wąska przestrzeń dla pieszych: po lewej stronie pędzące samochody oddzielone tylko niewielką barierką, a po prawej hen w dole Dunaj we własnej osobie :). Dla mnie osoby mającej lekko klaustrofobiczną osobowość i bojącą się wody – to było ciut za dużo, ale przeżyłam. Nie polecam osobom z małymi, ruchliwymi dziećmi, bądź bojącym się wysokości :). Przez most idzie się około 15 – 30 minut spacerkiem w zależności od tego czy mamy chęć na robienie zdjęć i podziwianie widoków czy raczej to sobie odpuszczamy. Na końcu mostu dochodzimy do spirali, którą możemy zejść na dół już bezpośrednio do parku. Park trochę dziki (takie lubię), a trochę zatłoczony, zależy, w której części. Trochę ławek dla rodzin, spędzających aktywnie czas na świeżym powietrzu, trochę polan do gry dla dzieci. No i przepiękne stare drzewo, w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia :). Ogromne.
Poza tym zaniedbane figury, miejsca warte wyeksponowanie, ale zaśmiecone, popisane np.graffitti (dla mnie plaga w Novym Sadzie), trochę młodzieży szwędającej się pewnie w dość konkretnych zamiarach (po zmierzchu raczej nie wybrałabym się tam sama), ale ogólnie super wrażenia. Natura, drzewa, woda, czyli to czego mi zawsze brakuje, kiedy przypadkiem znajdę się w dużym mieście z dala od gór.
Polecam i mam nadzieję, że jeszcze tam kiedyś wrócę :).

A zaczynamy od wejścia na most… (graffitti oczywiście wszędzie i zawsze 😉  )

DSC09975

DSC09979

DSC09980

DSC09995

DSC09992

DSC09991

DSC09990

DSC09987

DSC09986

DSC09985

 

DSC00016

DSC00018

DSC000111

DSC00058

DSC00049

DSC00035

DSC00033

DSC00009

DSC00117

DSC00156

DSC00151

DSC00153

DSC00127

DSC00138

DSC00122

DSC00119

DSC00121

DSC00171

 

 

 

Reklamy

Druga Wielkanoc w tym roku.

Dzisiaj w Serbii obchodzone jest prawosławne Święto Wielkiej Nocy. Ta niedziela jest, jak dla niektórych, końcówką długiego weekendu, który rozpoczął się 1-go maja Świętem Pracy (jak wynika z obserwacji naszych sąsiadów to jest to raczej święto grilla ;). Cisza, spokój i jedyne co mnie w Serbii zadziwia – serwis zajmujący się sprzątaniem miasta z odpadów działa nawet dzisiaj. Nieważne czy to dzień powszedni, czy niedziela czy Wielkanoc.

Świąt ogólnie nie obchodzimy, chyba jedyne niektóre tradycje wplatamy w nasze życie i co mi się tutaj bardzo podoba w czasie niedzieli wielkanocnej to tucanje się jajkami/pisankami. Nie wchodziłam nigdy szczegółowo w pochodzenie tego zwyczaju. Wiem tylko, że bierze się ugotowane jajka i stuka się ich czubkami. Powinien to zrobić każdy z każdym aż do ostatniego jajka w domu i ten kto ma najtwardsze jajo – wygrywa. To samo jajo zostaje przechowane w domu przez cały rok aż do następnej Wielkanocy jako symbol obfitości, szczęścia, dobrobytu itp.
My nasze jajo mamy z polskiej kwietniowej Wielkanocy zachowane – na szczęście.

SRECAN USKRS

Wielkanoc prawosławna

Siedmiolatek i harmonika

Wczoraj skacząc z programu na program, przez przypadek trafiłam na jeden z programów telewizyjnyh (jak dla mnie nie za bardzo do przełknięcia) i występ najpierw czternastolatka, a później siedmiolatka, którzy grali na harmonice. Siedmiolatek po prostu mnie zachwycił, zachwyciły mnie też panie tańczące w tle, chociaż nie orientuję się zupełnie co to za taniec i zachwyciły mnie, a jakże, noszone zarówno przez grającego chłopca jak i przez niektóre tańczące panie – buciki z zakręconymi noskami :).

A tutaj występ:

Most

Most

Nie wierzyłem 
Stojąc nad brzegiem rzeki, 
Która była szeroka i rwista, 
Że przejdę ten most, 
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny 
Powiązanej łykiem. 
Szedłem lekko jak motyl 
I ciężko jak słoń, 
Szedłem pewnie jak tancerz 
I chwiejnie jak ślepiec. 
Nie wierzyłem, że przejdę ten most, 
I gdy stoję już na drugim brzegu, 
Nie wierzę, że go przeszedłem. 

Leopold Staff

Most
MOST WOLNOŚCI W NOWYM SADZIE

Muzeum Wojwodina (Muzej Vojvodine) w Nowym Sadzie

Ostatnia niedziela należała do Muzeum Wojwodiny. Było szybko, bo wypad był spontaniczny i inne plany czekały tego samego dnia, ale odczucia mam jak najbardziej pozytywne. Osobiście bardzo lubię muzea, lubię zanurzać się w przeszłości, poczuć klimat poprzednich wieków, móc zobaczyć z czym ludzie musieli się zmierzyć, jak sobie radzili, jak tworzyli, jak bardzo byli kreatywni i intuicyjni. To wszystko to nasze dziedzictwo, które miało ogromny wpływ na obecną Rzeczywistość.

Jakoś tak fajnie jest to zorganizowane w Nowym Sadzie, że do kilku muzeów w niedzielę jest wstęp wolny.

Jak już wspomniałam wcześniej nasz spontaniczny wybór padł na Muzeum Wojwodina. Tylko o czym nie wiedzieliśmy – owo muzeum składa się z dwóch budynków. My nie wiedząc o tym, trafiliśmy do mniejszego i chyba, moim zdaniem, bardziej zaniedbanego. Taki troszkę gorszy brat lepszej siostry. Wciśnięty gdzieś tam z boczku, skromny, mniej bogaty, mniej odnowiony niż główny budynek kilka metrów dalej ( o którego istnieniu poinformował nas dopiero opiekun muzeum, kiedy weszliśmy do środka), a muzeum prezentuje się tak z zewnątrz:

14

Ta część muzeum, ten budynek poświęcony jest Wojwodinie między wojnami. Po wejściu zaopiekował się nami bardzo sympatyczny pan, opiekun muzeum. Na parterze pracowała grupa wolontariuszy. W ogóle parter był nieczynny, nie mam pojęcia czy przedtem znajdowały się tam jakiekolwiek eksponaty, a zapomnieliśmy się zapytać. Zaprowadzeni zostaliśmy na pierwsze piętro jako jedyni zwiedzający tej niedzieli. Dostaliśmy zezwolenie na robienie zdjęć i zaczęła się nasza podróż w czasie.
W tej części muzeum znajduje się wiele map gospodarczych, przemysłowych, terytorialnych, zdjęcia i informacje na temat ważnych osób mających wpływ na dzieje Serbii, te pozytywne i te mniej (ocenianie nie należy do mnie), listy, dokumenty tożsamości, broń, uniformy różnego rodzaju, sprzęty, grafiki, plakaty, rzeźby, i dużo informacji. Najwięcej emocji wzbudził w nas list skazańca jadącego na egzekucję, a napisany na kawałku materiału i wyrzucony gdzieś po drodze i zdjęcia obozów koncentracyjnych, szczególnie ten zorganizowany dla dzieci w Jasenovac, gdzie zamordowano ich kilkanaście tysięcy… O obozie Jasenovac można poczytać tu i tu .

1

2

3

4

5

RADIOSTACJA

6

SIEDZISKO Z SAMOLOTU WOJENNEGO

7

8

9

10

URZĄDZENIE DO PRANIA PAROWEGO UBRAŃ A TAKŻE ICH DEZYNSEKCJI

12

WYPOSAŻENIE MEDYCZNE

13

25

16

17

18

ÓWCZESNY DOKUMENT TOŻSAMOŚCI

19

20

MASZYNA DO DRUKOWANIA

21

MASZYNA  DO DRUKOWANIA (WIDOK Z GÓRY)

22

23

24

MUZEUM ZAPRASZA

15