Znalazłam dzisiaj ten wiersz i dzielę się…

 

JEŚLI CHCESZ ZMIENIĆ ŚWIAT…

 

„Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – naprawdę ją pokochaj.

Znajdź tę, która wzywa twoją duszę, choć wydaje się bez sensu.

Odrzuć kontrolę i przyłóż ucho do jej serca i słuchaj.

Usłysz imiona, modlitwy, pieśni – każdej żyjącej rzeczy,

każdej skrzydlatej istoty, pokrytej futrem i łuskami,

każdej spod ziemi, spod wody, każdej zielonej i kwitnącej,

każdej jeszcze nie urodzonej i umierającej…

Usłysz, jak smutnie wysławiają Jednego, który dał im życie.

Jeśli jeszcze nie usłyszałeś własnego imienia, nie słuchałeś dość długo.

Jeśli twoje oczy nie napełniły się łzami, jeśli nie pochylasz się do jej stóp,

to jeszcze nie odczułeś smutku, że prawie ją straciłeś.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – jedną

ponad siebie, ponad pragnienie i rozsądek,

ponad swoje męskie preferencje młodości, piękna i rozmaitości

i ponad wszystkie swoje płytkie pomysły na temat wolności.

Dajemy sobie tak wiele wyborów,

że zapominamy, iż prawdziwe wyzwolenie

przychodzi, gdy stajemy w środku ognia duszy

i wypalamy nasz opór przed miłością.

Jest tylko jedna Bogini.

Spójrz w jej oczy i zobacz – naprawdę zobacz,

czy czujesz się, jak walniętyobuchem.

Jeśli nie, odejdź. W tym momencie.

Nie marnuj czasu na „próbowanie”.

Wiedz, że twoja decyzja nie ma nic wspólnego z nią,

ponieważ ostatecznie, nie ważne komu się poddasz,

ale kiedy zdecydujesz, by tozrobić.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę.

Pokochaj ją na całe życie – ponad swój lęk przed śmiercią,

ponad swój lęk przed byciem manipulowanym

przez Matkę wewnątrz swojej głowy.

Nie mów jej, że gotów jesteś umrzeć dla niej.

Powiedz jej, że gotów jesteś ŻYĆ z nią,

sadzić z nią drzewa i patrzeć jak rosną.

Bądź jej bohaterem, mówiąc jak piękna jest w majestacie swojej bezbronności,

pomagając jej, by każdego dnia pamiętała, że JEST Boginią

przez adorowanie jej i przez poświęcenie dla niej.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę

z jej wszystkimi obliczami, przez wszystkie jej okresy życia,

a ona uzdrowi cię ze schizofreni –

– podwójnych skłonności i połowicznej szczerości,

które utrzymują twego Ducha i ciało w oddzieleniu –

które utrzymują cię w samotności

i sprawiają, że zawsze poszukujesz na zewnątrz Siebie

czegoś, co sprawi, że twoje życie warte będzie, by je przeżywać.

Zawsze będzie inna kobieta.

Wkrótce ta lśniąca nowa stanie się stara i nudna,

a ty znowu będziesz coraz bardziej zniecierpliwiony,

wymieniając kobiety, jak samochody,

wymieniając Boginię na ostatni obiekt twego pożądania.

Mężczyzna nie potrzebuje już żadnych więcej wyborów.

To czego potrzebuje, to Kobieta, to Droga Kobiecości,

cierpliwości i współczucia, nie-poszukiwania,nie-działania,

oddychania w jednym miejscu i zapuszczenia splatających się korzeni

dostatecznie silnych, by utrzymały ziemię w całości,

podczas gdy ona będzie zrzucać cement i stal ze swojej skóry.

 

Jeśli chcesz zmienić świat…pokochaj kobietę, po prostu jedną kobietę.

Kochaj ją i ochraniaj, tak jakby była ostatnim świętym naczyniem.

Kochaj ją ponad jej lęk przed opuszczeniem (porzuceniem),

który trzyma w sobie dla całej ludzkości.

Nie, ta rana nie jest jej, by miała uzdrowić ją sama.

Nie, ona nie jest słaba w swojej współzależności.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę

na wszelkie sposoby,

aż ci uwierzy,

aż jej odruchy, wizje, głos, zręczność, pasja,

jej dzikość powrócą do niej –

aż nie stanie się siłą miłości potężniejszą,

niż wszystkie demony politycznych mediów,

które tylko szukają sposobu,

by obniżyć jej wartość i ją zniszczyć.

 

Jeśli chcesz zmienić świat…

Odłóż swoje racje, swoje armaty i znaki sprzeciwu.

Odłóż wewnętrzną wojnę, swój słuszny gniew

i kochaj kobietę…

ponad wszelkie swoje łaknienie wielkości,

ponad swoje uparte poszukiwanie oświecenia.

Święty gral stanie przed tobą,

jeśli tylko weźmiesz ją w ramiona

i przestaniesz poszukiwać czegoś poza tą intymnością.

 

A co, jeśli pokój, to marzenie,

które może być jedynie przypomniane poprzez serce kobiety?

A co, jeśli miłość mężczyzny do kobiety, do Drogi Kobiecości

jest kluczem otwierającym Jej serce?

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę

do głębi swojego cienia,

do najwyższych szczytów swej Istoty

aż do Ogrodu, gdzie po raz pierwszy ją spotkałeś,

do furtki do królestwa tęczy,

przez którą przejdziecie razem jako Światło jako Jedno,

do miejsca bez powrotu,

do krańców i początków nowej Ziemi.

 

 

 Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę – naprawdę go pokochaj.

Wybierz tego, którego dusza przyciąga twoją jasno i wyraźnie,

który cię widzi, który jest dość odważny, by się bać.

Przyjmij jego dłoń i prowadź go łagodnie do krwi swojego serca,

gdzie poczuć może ciepło, które mu dajesz i odpocząć tam,

i spalić swój ciężki ładunek w twoich ogniach.

Spójrz w jego oczy, zajrzyj głęboko i zobacz co leży tam uśpione,

lub przebudzone, lub nieśmiałe, lub oczekujące.

Spójrz w jego oczy i zobacz tam jego ojców i dziadków

i wszystkie wojny i szaleństwa,

w których ich duchy walczyły w jakimś dalekim kraju, w jakimś odległym czasie.

Spójrz na ich ból i zmagania, udręki i winę; bez osądzania,

i pozwól temu wszystkiemu odejść.

Wczuj się w ten ciężar przodków

i wiedz, że to czego szuka, to bezpieczne schronienie w tobie.

Pozwól mu roztopić się w twoim pewnym spojrzeniu

i wiedz, że nie musisz odbijać tego szaleństwa,

ponieważ masz łono, słodką, głęboką bramę, aby zmyć i zaleczyć stare rany.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę go pokochaj.

Siądź przed nim w pełnym majestacie swojej kobiety z oddechem bezbronności,

w zabawie niewinności swego dziecka, pozwalając jego męskiej mocy

pokazać się przed tobą… i płyńcie w łonie Ziemi, w cichym wiedzeniu, razem.

A kiedy on się odsunie… ponieważ będzie uciekać bojąc się tej jaskini…

Zbierz wokół siebie babcie… owiń się ich mądrościami,

słuchaj, jak łagodnie szepczą,

uspakajają twoje przestraszone dziewczęce serce,

namawiając cię, byś była spokojna…

I czekaj cierpliwie na jego powrót.

Usiądź przy jego drzwiach i śpiewaj, pieśń o pamiętaniu,

że może jeszcze raz go ukoisz.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę go pokochaj.

Nie nakłaniaj jego małego chłopca,

podstępem i fortelem, uwodzeniem i naciąganiem,

tylko, by go zwabić… w sieć zniszczenia,

do miejsca chaosu i nienawiści

straszniejszego niż jakakolwiek wojna prowadzona przez jego braci.

To nie jest kobiecość, to jest zemsta

To jest trucizna pokręconych dróg

wiekowych nadużyć, gwałt naszego świata,

A to nie daje kobiecie mocy, zmniejsza moc, gdy odcina się ona od jego jąder,

i to zabija nas wszystkich.

I niezależnie od tego, czy jego matka opiekowała się nim, czy nie mogła,

pokaż mu prawdziwą matkę teraz.

Obejmij go i prowadź z wdziękiem i swoją głębią

tlącymi się w centrum jądra Ziemi.

Nie karz go za jego rany, gdy myślisz, że nie zaspakaja twoich potrzeb

lub nie spełnia kryteriów.

Wezwij dla niego słodkie rzeki

Krwią sprowadź to wszystko do domu.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę kochaj go.

Pokochaj go dostatecznie, by być naga i wolna,

Pokochaj go dostatecznie, by otworzyć swoje ciało i duszę

na cykle narodzin i śmierci.

I podziękuj mu za sposobność,

gdy razem tańczycie wśród szalejących wichrów i milczących lasów.

Bądź dość odważna, by być krucha, i pozwól mu pić z delikatnych,

upojnych płatków twojej istoty.

Niech wie, że może wspierać cię, byś stała, i ochraniać cię.

Upadnij w tył w jego ramiona i ufaj, że cię złapie,

nawet jeśli upuszczono cię tysiące razy przedtem.

Naucz go, jak się poddawać, poddając się sama.

I wtop się w słodką nicość serca tego świata.

 

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę kochaj go.

Dodawaj mu odwagi, karm go, pozwalaj mu, słysz go, obejmuj go, uzdrawiaj go,

a ty w zamian będziesz żywiona i wspierana,

przez silne ramiona i czyste myśli i skoncentrowane strzały,

ponieważ on może, jeśli mu na to pozwolisz, stać się wszystkim, o czym marzysz.”

LISA CITORE

 Tęczowo

Imagine a Woman…

Znalazłam dzisiaj ten utwór. Rozpuścił mi serce… Chciałabym go zadedykować wszystkim Kobietom.

„Imagine a Woman
Imagine a woman who believes it is right and good she is a woman.
A woman who honors her experience and tells her stories.
Who refuses to carry the sins of others within her body and life.

Imagine a woman who trusts and respects herself.
A woman who listens to her needs and desires.
Who meets them with tenderness and grace.

Imagine a woman who acknowledges the past’s influence on the present.
A woman who has walked through her past.
Who has healed into the present.

Imagine a woman who authors her own life.
A woman who exerts, initiates, and moves on her own behalf.
Who refuses to surrender except to her truest self and wisest voice.

Imagine a woman who names her own gods.
A woman who imagines the divine in her image and likeness.
Who designs a personal spirituality to inform her daily life.
Imagine a woman in love with her own body.
A woman who believes her body is enough, just as it is.
Who celebrates its rhythms and cycles as an exquisite resource.

Imagine a woman who honors the body of the Goddess in her changing body.
A woman who celebrates the accumulation of her years and her wisdom.
Who refuses to use her life-energy disguising the changes in her body and life.

Imagine a woman who values the women in her life.
A woman who sits in circles of women.
Who is reminded of the truth about herself when she forgets.

Imagine yourself as this woman.”

Patricia Lynn Reilly

Alicia Austin

Alicia Austin

Niedzielne popołudnie spędzone w fortecy Petrovaradin (post odrobinę przeleżał).

Było wietrznie, nostalgicznie, ciepło.

Nie wiem czy macie czasami takie miejsca, gdzie po prostu stoicie, zamykacie oczy, wiatr tańczy po policzkach, wplątuje się we włosy, a Wy dalej stoicie i Wasze myśli są tysiące kilometrów stąd, gdzieś tam, gdzie tylko Wy sami macie dostęp… Ja tak mam między innymi na Twierdzy Petrovaradin.

W pewnym momencie nawet przyplątały mi się celtyckie klimaty…

Z jednym zastrzeżeniem – nie polecam odwiedzin twierdzy w niedzielę – zbyt tłocznie jak dla mnie.

Dzisiaj w Serbii obchodzony jest Dzień Kobiet, więc czuję się trochę jak w domu :). Już wczoraj wieczorem teść mnie bardzo miło zaskoczył, a dzisiaj mąż. Wdzięczna jestem :). Już od wczoraj zresztą można było obserwować szaleństwo kwiatowe na ulicach, ludzi stojących z malutkimi bukiecikami, większymi kwiatkami doniczkowymi lub z nawet dość okazałymi naręczami kwiatów do sprzedaży.

A ja dzisiaj (nie wdając się w żadne polityczno-ideologiczno-historyczne podłoża) w Dniu Kobiet życzę wszystkim nam Kobietom: podążania za własnym instynktem, tej dzikości, która drzemie w nas od samego początku, siły i odwagi oraz tradycyjnie spełnienia marzeń.

Świętujmy więc :)…

DSC00001

 

DSC00007

 

DSC00005

 

DSC09973

 

DSC09976

 

DSC09978

 

DSC09979

 

DSC09993

 

DSC09996

 

DSC09999

Ostatnio przeglądałam „Biegnącą z wilkami” Clarisy Pinkoli Estes, jedną z niewielu książek, którą zabrałam z sobą do Serbii. Trafiłam na pewien fragment, jest to opracowanie autorki do baśni o Czerwonych Trzewiczkach. Tekst odrobinę wyrwany z całego opracowania, ale chciałabym go zadedykować wszystkim Kobietom. Każda z nas na pewno znajdzie w tym fragmencie coś dla siebie, co poruszy, zaciekawi, zaintryguje, może przypomni, wzmocni, sprawi, że znów zwrócimy się w stronę, tak ważnego dla nas, instynktu…

„Anne Sexton napisała wiersz pod tytułem Czerwone trzewiczki, nawiązujący do tej baśni:

Stoję w kręgu

W martwym mieście

I zawiązuję czerwone trzewiki…

Nie są moje.

To buty mojej matki.

Wcześniej należały do jej matki.

Przekazywane z rąk do rąk jak posag,

Ale ukrywane jak wstydliwe listy.

Dom i ulica, skąd przychodzą,

Są ukryte i wszystkie kobiety też

Są ukryte…

 

Próbując być dobrą, posłuszną, ustępliwą w obliczu zewnętrznego lub wewnętrznego zagrożenia w celu ukrycia kryzysu psychicznego lub rzeczywistej sytuacji – kobieta wyrywa swoją duszę z korzeniami. Odcina się od wiedzy, od zdolności działania. Jak dziewczynka w baśni, która nie sprzeciwia się głośno, usiłuje ukryć głód, stwarza pozory, że nie trawi jej wewnętrzny ogień, tak współcześnie kobiety cierpią na tę samą chorobę: sytuację nienormalną uznają za chleb powszedni. To zaburzenie szerzy się we wszystkich społeczeństwach. Oswojenie ze stanem nienormalnym ma przede wszystkim jeden skutek: sprawia, że duch, zamiast się zabrać za uzdrawianie sytuacji, popada w letarg, apatię, rozleniwienie i wreszcie, jak stara pani w baśni, w zupełną ślepotę.

Na początku lat sześćdziesiątych przeprowadzono ważne badania dające wgląd w zjawisko utraty instynktu samozachowawczego u kobiet. Grupa naukowców badała zwierzęta w celu poznania zagadnienia instynktu ucieczki u ludzi. W jednym z eksperymentów psa umieszczono w klatce, w której połowa podłogi była pod napięciem. Za każdym razem, kiedy pies postawił nogę po prawej stronie klatki, doznawał nieprzyjemnych wstrząsów. Wkrótce nauczył się trzymać lewej połowy.

Następnie w tym samym celu podłączono napięcie po lewej stronie, natomiast prawa była bezpieczna. Pies szybko się przeorientował i nauczył trzymać prawej strony klatki. Wreszcie podłączono prąd pod całą podłogą klatki i włączano w nieregularnych odstępach czasu, tak że niezależnie, gdzie pies stał czy leżał, prędzej czy później doznawał porażenie. Początkowo był zdezorientowany, potem wpadł w panikę. Na koniec poddał się i położył, obojętnie przyjmując wstrząsy, nie usiłował od nich uciec ani wykorzystać swego sprytu.

Na tym jednak eksperyment się nie zakończył. Drzwi klatki otwarto. Uczeni spodziewali się, że pies wybiegnie, ale nic podobnego się nie stało. Chociaż mógł w każdej chwili opuści klatkę, leżał, narażając się na przypadkowe wstrząsy. Wyciągnięto z tego wniosek, że kiedy zwierzę jest długo narażone na przemoc, w końcu się do niej przyzwyczaja, tak że kiedy zagrożenie ustaje, kiedy zwierzęciu zwróci się wolność, zdrowy instynkt ucieczki zostaje w dużym stopniu okaleczony, a zwierzę pozostaje na miejscu.

Wracając do kobiet, właśnie takie uznanie przemocy za normę, określane przez badaczy terminem „wyuczona bezradność”, skłania je nie tylko do pozostawiania przy mężach alkoholikach, nadmiernie wyzyskujących pracodawcach, w grupach, które je wykorzystują i poniżają, ale także sprawia, że czują się niezdolne do podjęcia jakichkolwiek kroków, by walczyć o swoje przekonania, swoją sztukę, zamiłowania, styl życia politykę.

Godzenie się z nienormalnością, nawet kiedy wyraźnie widać, że jest to działanie na własną szkodę, może dotyczyć wszelkich represji wobec fizycznej, emocjonalnej, twórczej, duchowej i instynktownej natury kobiety. Kobiety spotykają się z tym problemem za każdym razem, kiedy tracą energię do obrony swego wewnętrznego życia przed inwazją społecznych, kulturowych, psychicznych czy innych projekcji.

Psychika przyzwyczaja się do ciosów wycelowanych w dziką naturę. Przywykamy do przemocy skierowanej w mądrość duszy. Staramy się podporządkować, dostosować, uznając nienormalny stan za normę. W rezultacie tracimy zdolność do ucieczki. Tracimy siłę, by przemawia za tymi elementami duszy i życia, które cenimy najbardziej. Kiedy mamy obsesję na punkcie czerwonych trzewików, wszystkie ważne sprawy, czy to osobiste, czy dotyczące społeczeństwa, odsuwamy na bok.

Porzuciwszy ręcznie szyte życie, tracimy poczucie sensu istnienia w takim stopniu, że odbija się to bardzo niekorzystnie na naszej duszy, naturze, kulturze, rodzinie. Zniszczenie środowiska naturalnego idzie w parze ze znieczuleniem psychiki ludzkiej. Jeżeli jakaś grupa ludzi powtarza, że to, co naturalne, jest złe, inna zaś twierdzi, że naturze czyni się krzywdę, świadczy to o drastycznej sprzeczności. Dzika Kobieta z naszej instynktownej psychiki spogląda na las i widzi tam dom dla siebie i wszystkich ludzi. Jednak inni, patrząc na ten sam las, wyobrażają sobie, że wytną drzewa i zarobią na tym pieniądze. Istnieje poważny rozdźwięk między tymi postawami.

W latach pięćdziesiątych, kiedym byłam dzieckiem, a przemysł dopiero zaczynał zmieniać oblicze Ziemi, w basenie Chicago jeziora Michigan zatonęła barka z ropą naftową. Po każdym dniu spędzonym na plaży matki szorowały swoje dzieci, które lepiły się od ropy.

Z wraku barki wydostawała się maź unosząca się wielkimi płatami na powierzchni wody, tworząc pływające wyspy przy całym nadbrzeżu. Zanieczyszczenia wsiąkały w piasek. Przez całe lata nie można tam było pływać, bo na ciele pozostawała warstwa czarnej mazi. Dzieci budujące zamki z piasku ni stąd, ni zowąd wykopywały garście gumowatej ropy. Kochankowie nie mogli już tarzać się po plaży. Ucierpiały psy, ptactwo, zwierzęta i rośliny wodne, a także ludzie. Pamiętam, że miałam uczucie, jakby zbombardowano moją ukochaną katedrę.

To okaleczenie instynktu i pogodzenie z nienormalnością kazało matkom spokojnie zmywać oleiste plamy, a później i inne wyziewy fabryk, rafinerii, hut, ze swoich małych dzieci, z ich ubrań i z wnętrz własnych domów, najlepiej jak potrafiły. Choć zdezorientowane i zgnębione, kobiety skutecznie dusiły słuszny gniew. Może nie wszystkie, ale większość przyzwyczaiła się do myśli, że nie mają prawa ani możliwości interweniowania w takich skandalicznych sprawach. Za przerwanie zmowy milczenia, za uciekanie z klatki, za wytykanie błędów, za żądanie zmian groziły srogie kary.

Z wielu podobnych zdarzeń, jakie zaszły w ciągu naszego życia, wyciągamy wniosek, że kiedy kobiety nie mówią głośno, kiedy zbyt mało ludzi mówi głośno, cichnie też głos Dzikiej Kobiety, cichnie natura i świat przyrody. Nie słychać już wilków, niedźwiedzi, drapieżnych ptaków. Nie słychać śpiewu, tańca i tworzenia. Cichnie miłość, chęć naprawiania świata, harmonia z naturą. Światu brakuje świeżego powietrza i wody, a także głosów świadomości.

W tamtych czasach, i często też obecnie, choć kobiety tęskniły za dziką wolnością, niezmordowanie wypisywały SOS żrącymi środkami czyszczącymi, trwając, jak to ujęła Sylvia Plath, „na posterunku przy pralkach”. Prały i wyżymały ubrania z wody zbyt gorącej dla ludzkich rąk, marzą o innym świecie. Kiedy instynkt już nie działa, chlebem powszednim dla istot ludzkich stają się wszelkie zniewagi i napaści, wszelkie akty niesprawiedliwości i zniszczenia skierowane przeciw nim, ich potomstwu, ukochanym, ziemi, a nawet przeciwko ich bogom.

Odbudowując zniszczone instynkty, możemy sprzeciwiać się nienormalnej, szkodliwej sytuacji. Wówczas powróci integralna, dzika natura. Zamiast tańczyć w czerwonych trzewikach, aż życie stanie się torturą i bezsensownym koszmarem, możemy wrócić do życia ręcznie szytego, pełnego znaczenia, uczyć buciki od nowa, iść swoją drogą, mówić po swojemu.

To prawda, że wiele można się nauczyć, uświadamiając sobie swoje projekcje („to ty jesteś zły, to ty mnie skrzywdziłeś”) i rozumiejąc, że same jesteśmy dla siebie niedobre, same się krzywdzimy. Nie możemy jednak na tym poprzestać.

Mniemanie, że wszystkie problemy da się rozwiązać przez pozbycie się projekcji i dotarcie do świadomości, jest podwójną pułapką. Czasem to się sprawdza, zasem nie. Zamiast paradygmatu „albo-albo” (błąd tkwi albo na zewnątrz, albo we mnie), pożyteczniej byłoby przyjąć model „i-i” – (problemy tkwią i we mnie, i na zewnątrz). Takie postawienie sprawy pozwala wszechstronniej rozważać każdą sytuację i daje większe szanse na jej uzdrowienie. Paradygmat „i-i” daje kobietom większą pewność siebie w podważaniu istniejącego stanu, wyzwala od nieustającego szukania winy w sobie, pozwala spojrzeć krytycznie na świat zewnętrzny, który przypadkowo, bezwiedni, ale nierzadko i złośliwie stosuje wobec nich przemoc. Paradygmat :i-i” nie ma służyć obwinianiu siebie i innych, ale jest raczej sposobem na dokonanie wnikliwej oceny zarówno swego wnętrza, jak i świata zewnętrznego; jest sposobem na ustalenie, co powinno się zmienić, co wymaga naprawy, nowego planu.

W jakiś sposób wielu kobietom udaje się przeżyć w niewoli, choć żyją tylko połową, ćwiercią lub jakąś entą częścią swoich możliwości. Udaj im się, ale pod koniec życia będą zgorzkniałe. Jak niemowlę płaczące na próżno, tak one w końcu podpadają w niemą rozpacz, czarną beznadzieję. Następuje skrajne zmęczenie i rezygnacja. Klatka zostaje zamknięta.”

 Clarisa Pinkola Estes

33276.8

(Zdjęcie znalezione w internecie)

Niech marzenia się spełniają.

Trochę spóźniona z życzeniami, ale niezmiennie mocno życząca Wszystkim zaglądającym, oglądającym, wpadającym od czasu do czasu, nawet przez przypadek: wszystkiego co dobre, miłości, zrozumienia, zaufania, że czasami jak nawet pod wiatr i brak sił, to nie poddawajmy się, bo nic się nie dzieje bez przyczyny.
Dużo serdeczności, cudów na każdy dzień życia i spełnienia marzeń :).

„Stary Rok już odchodzi 
i żegna się już z nami- 
zostawia nas na rozdrożach 
z naszymi wspomnieniami. 

Zmęczony i przygarbiony 
Staje na moment w drzwiach, 
jak gdyby chciał nam powiedzieć: 
– „Co złego to nie ja”. 

I że się bardzo starał 
być dobry i radosny – 
od lata do jesieni, 
od zimy aż do wiosny. 

Cóż…trochę mu nie wyszło, 
choć nie był aż taki zły – 
może jego następca 
przyniesie lepsze dni… 

Już zegar Staruszka wygania, 
przerywa pożegnanie, 
a Nowy Rok w pas się kłania 
i z nami pozostanie. 

Co z sobą nam przyniesie? 
Już wkrótce się okaże. 
Przyjmijmy Rok Nowy w darze 
z nadzieją spełnienia marzeń. 

I życzmy sobie zdrowia, 
uśmiechu na każdej twarzy 
i niech w tym Nowym Roku 
nam wszystkim dobrze się darzy. „

Wiersz znaleziony w necie, autor niepodpisany.

Odrobina muzyki w to zimne, z lekka śnieżne niedzielne południe.

Przyznaję – jest mi ciężko dogodzić w kwestii muzyki. Jednak bez niej nie wyobrażam sobie egzystencji. Przez wiele lat szukałam, zagłębiałam się, odnajdywałam te kompozycje nut, czasami zmieszanymi z głosem, które ingerując w moje życie, towarzysząc codziennie będą takim moim muzycznym przyjacielem. A może raczej odzwierciedleniem mojej osobowości, nastroju, zapału czy marazmu mieszanego z melancholią. Bądź też tęsknotą za tym czymś nieuchwytnym, co można znaleźć jedynie w pewnych utworach, piosenkach.

Mam też tak czasami, że TA konkretna piosenka wiąże się z osobą, miejscem, przeżyciem, zapachem. Są takie, do których wracając czuję te radości, szczęścia, które mi wtedy towarzyszyły. Są też takie, do których powrót powoduje ból, łzy, ten ścisk serca, którego nie da się opisać słowami… Te zazwyczaj nie są odtwarzane przeze mnie. Chyba, że usłyszane gdzieś ‚przypadkiem’ w radio… Wtedy już nie ma ucieczki od tych emocji…

Ostatnio mój odtwarzacz wygrywa piosenki świąteczne w wykonaniu Franka Sinatry, Enyi, Stinga, Preisnera (bo ja uwielbiam to przedświąteczne zamieszanie). Jednak dzisiaj trafiłam chyba na Serbską etno grupę i piosenkę, która skojarzyła mi się wizualnie z słowiańsko-pogańskimi zwyczajami. I nawet mi się spodobała.

Dobrego dnia.

Na dobry dzień

ŚWIAT

Pewien człowiek z miast Negua, u wybrzeża
Kolumbii, zdołał wspiąć się aż do nieba.

Po powrocie opisał swą podróż. Opowiadał,
jak z wysoka kontemplował ludzkie życie.
Powiedział, że jesteśmy morzem małych płomyków.

Każda osoba świeci własnym światłem.
Nie ma dwóch takich samych płomyków. Są duże
i małe płomyki, płomyki w każdym kolorze. Płomyki
niektórych ludzi są tak spokojne, że nawet nie migoczą na
wietrze, podczas gdy inni mają dzikie płomyki, które wypełniają
powietrze iskrami. Niektóre niemądre płomyki ani nie płoną, ani
nie dają światła, zaś płomyki innych skrzą się życiem tak gwałtownie,
że nie można patrzeć na nie bez mrugania, a jeśli
zbliżysz się do nich, sam świecisz ogniem.

Eduardo Galeano 

Dobrego dnia na dzisiaj i odkrywania tego płomienia, który się w nas zawsze tli, tylko nie zawsze go dostrzegamy czy mu ufamy…