Mimozami jesień się zaczyna…

Wspomnienie

Mimozami jesień się zaczyna,
złotawa, krucha i miła,
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
która do mnie na ulicę wychodziła.

Od twoich listów pachniało w sieni,
gdym wracał zdyszany ze szkoły,
a po ulicach w lekkiej jesieni
fruwały za mną jasne anioły.
Mimozami zwiędłość przypomina
nieśmiertelnik żółty – październik.
To ty, to ty, moja jedyna,
przychodziłaś wieczorem do cukierni.
Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
w parku płakałem szeptanymi słowy.
Księżyc z chmurek prześwitywał jesienny,
od mimozy złotej majowy.

Ach czułymi, przemiłymi snami
zasypiałem z nim gasnącym o poranku,
w snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
jak ta złota, jak ta wonna wiązanka.

Julian Tuwim

JESIEŃ…

CIEPŁY KOC, MGŁY O PORANKU, WILGOTNE PAJĘCZYNY Z PAJĄKAMI GDZIEŚ UKRYTYMI JAKBY CZEKAŁY NA SŁOŃCE, LIŚCIE, ICH SZELEST POD STOPAMI, ZAPACH OGNISK, KAKAO, KSIĄŻKI, MUZYKA CELTYCKO – ZIMOWA (DLA MNIE JUŻ), CIEPŁE SWETRY, CZAPKI, SZALE, SZYDEŁKO, DRUTY, LEN I HAFT, ROZMOWY O ŻYCIU I TYM CO PRZEMIJA, ŻARTY GŁUPIE I ŚMIESZNE, ALE Z ODROBINĄ GORZKIEJ PRAWDY, TO CO ODCHODZI BY MOGŁO PRZYJŚĆ NOWE, DŹWIĘK ODKRĘCANYCH SŁOIKÓW Z PRZETWORAMI (NO TAK – CZĘŚĆ ZOSTAWIAMY NA ZIMĘ PRZECIEŻ :)), ŚWIECE, OGIEŃ A DLA RÓWNOWAGI CHŁÓD ZIEMI, SPOKÓJ, ODPOCZYNEK, CIEMNOŚĆ, ZROZUMIENIE DLA TEGO CO ODESZŁO…

To wszystko zawiera dla mnie jesień… Pewnie jeszcze coś mi się przypomni, wtedy dopiszę.

Co dla Was oznacza jesień? Jakie słowa przychodzą Wam pierwsze na myśl?

PISZCIE :). Z przyjemnością poczytam, posłucham, poszepcę.

DSC09264

Reklamy

24 marca.

Dzisiaj, 24-ego marca mija kolejna rocznica bombardowań Serbii przez NATO. Był rok 1999.

Nie oceniam.

Nie wchodzę w tło polityczno – historyczne, bo na pewno można by było tysiące słów napisać.

Nie staję po żadnej ze stron.

Każdy ma swoja prawdę w sercu.

Tylko chyba najbardziej zawsze boli mnie to, że człowiek potrafi sobie ustanowić prawo do zabijania, odbierania życia innemu człowiekowi kierując się pewnie zwyczajnym ego…

W starym kinie

Niedzielne przedpołudnie. Po tygodniu spędzonym w szkole, na zadaniach domowych, obowiązkach siadałam przed telewizorem i czekałam na ten moment:


Ten pan w kapeluszu idący z parasolką, ten charakterystyczny klimat starej kliszy używanej prawdopodobnie w początkach kinomatografii i w końcu punkt kulminacyjny – wejście do świata gdzie rzeczywistość przeplata się z marzeniami. To był mój czas w ciągu tygodnia. Tylko ja, telewizor i te opowieści. Do tej pory ogarnia mnie nostalgia i taki specyficzny dreszczyk za każdym razem kiedy oglądam czołówkę programu.
Pamiętam jak przeżywałam dylematy głównych bohaterów, jak rozpaczałam razem z nimi, śmiałam razem z nimi, jak podziwiałam miejsca, w których dane było im żyć, stroje, wystój wnętrz. Ciekawiły mnie relacje międzyludzkie, mentalność postaci.
No i moj idol z tamtego czau – Gregory Peck. Przywołuje uśmiech na twarzy…
Czas mknie dalej. Program zdjęty z anteny, a jednak czasami przychodzi moment, że chętnie zamieniłabym się w tą 10-letnią dziewczynkę, siadła przed telewizorem i znalazła się na moment w miejscu, gdzie bohaterowie starego kina podążali za swoim powołaniem.

A ten urywek i Julia Andrews w ‚Dźwiękach muzyki’ jest jednym z tych niezapomnianych i oglądanych z wypiekami na twarzy szczególnie kiedy byłam małą dziewczynka.