Expresem do Nowego Sadu

(Może ktoś kiedyś zdecyduje się na podróż z Polski do Serbii pociągiem czy autokarem, więc mam nadzieję, że ten post chociaż w małym stopniu pomoże. Czeska strona na której można poszukać rozkładów jazdy pociągów i z której korzystamy: http://www.cd.cz/default.htm).

A więc – expresem to nie było… chociaż bardzo bym chciała. Niestety połączenia do Serbii z Polski są, ale dość specyficzne. Nawet jeżeli zdecydujemy się na autokar, to niestety przystanków będzie wiele i podróż trwa niemiłosiernie długo. Przyzwyczajona i rozpieszczona (to chyba najbardziej) podróżami samolotem, musiałam się niestety zdecydować na wersję: pociąg-pociąg-autokar. No i miałam, to co chciałam, a nawet o jeden autobus więcej niż przewidywał plan, ale po kolei.

Raniutko wyruszyliśmy do Usti nad Orlici. Najlepiej jest kupić bilet do przejścia granicznego w Międzylesiu, a u konduktora przejściówkę, która niestety z roku na rok staje się droższa. Najpierw kosztowała około 2zł/osobę, rok temu już 4zł, a niecały tydzień temu zapłaciliśmy 8 złotych od osoby… Patrząc pod kątem matematycznym, to pewnie za rok ta przyjemność kosztować będzie 16zł ;). Kontynuując naszą podróż: na przejściu w Międzylesiu/Lichkovie wchodzi czeska ekipa konduktorska i spokojnie można sobie kupić bilet bezpośrednio do Pragi, pomimo tego, że najpierw musimy przesiąść się na praski pociąg w Usti nad Orlici (można też przez Pardubice, ale nam najbardziej odpowiadała przesiadka w Usti). I wszystko byłoby w porządku gdyby pani konduktor w języku czeskim za każdym razem jak przechodziła nie wspominała czegoś o autobusie (ha ha to był jedyny wyraz, który zrozumieliśmy), ale razem z nami w tym samym przedziale siedział pan (jak się wkrótce okazało Polak), który znał czeski język. Jestem temu Panu ogromnie wdzięczna (może kiedyś przez przypadek, trafi na ten wpis). Okazało się zatem, że będziemy mieć po drodze dodatkowe atrakcje turystyczne 🙂 – po drodze do Usti trafiła się nam naprawa torów i zmuszeni byliśmy przesiąść się po prostu na autobus. Mieliśmy 15-minutową wycieczkę krajoznawczą po czeskiej wsi, a potem znowu musieliśmy się przesiąść na pociąg do Usti. Przez to dotarliśmy spóźnieni, mając tylko 5 minut na przesiadkę do praskiego pociągu. Jednak ten pociąg do Pragi zawsze czeka, wiele razy jadąc tą samą trasą pociąg praski czekał na pociąg przyjeżdżający do Usti z Polski (chociaż nie gwarantuje, że zawsze będzie to robił). Idealnie jednak nie jest, bo mimo, że skład tego pociągu choć zawsze długi, to i tak wiele ludzi stoi i my też staliśmy tym razem :).
Praga przywitała nas wiatrzyskiem mroźnym i hulającym. Z praskiego PKP musieliśmy się dostać na praski PKS, około 15 minut na piechotę. Bilet z Pragi do Nowego Sadu można kupić spokojnie w kasie, albo też zarezerwować online.
Autokar do Belgradu wyjeżdżał z Pragi o godz. 13.00. Jechaliśmy serbskimi liniami, których nazwa po serbsku oznacza jaskółkę, ale podróż ta lotu jaskółki niestety nie przypominała. Prawie 13 godzin jazdy, przystanki w Brnie, Bratysławie, potem na granicy węgiersko-serbskiej, gdzie tym razem czekaliśmy tylko 45 minut, bez ingerencji służb granicznych w bagaże podróżnych (raz było to ponad 3 godziny, kiedy strona węgierska miała austriacką kontrolę, będąc tylko 4-tym autobusem w kolejce). Autokar jeszcze raz zatrzymuje się około 30/45 minut po przekroczeniu granicy węgiersko-serbskiej i potem jechaliśmy jeszcze około godziny i byliśmy w Nowym Sadzie o 1.30 w nocy. Tym, co bardzo mnie irytuje w podróżach tymi liniami, to między innymi strasznie długie przerwy w Brnie i Bratysławie. Ostatnio w Brnie czekaliśmy prawie godzinę, a w Bratysławie – po prostu rekord – 1,5 godziny. Nie wiem jaki jest powód tak długich przerw, bo jedzie 2 kierowców, są zmiany. Wiemy tylko od kierowców, że w maju rozkład ma ulec zmianie (kilka lat był ten sam).
Teraz kiedy sprawdziliśmy wszystkie możliwe połączenia autobusowe, kolejowe i lotnicze (tutaj akurat nie ma lotów bezpośrednich do miast, które są najbliżej mnie, no i ceny po prostu czasami zwalają z nóg), to stwierdziliśmy, że chyba najszybsza i najbardziej opłacalna jest podróż samochodem, albo jeśli ktoś lubi motorem :). Nam tym razem z paru praktycznych względów pasowała trasa: Polska- Usti nad Orlici-Praga-Novi Sad.
Dzisiaj, żeby jakoś wbić się w serbskie klimaty i poprzeplatać je trochę polskimi, zrobiłam bigos z serbskiej kiszonej kapusty przy akompaniamencie polskiej Antośki Krzysztoń :).
Dobrego i słonecznego dnia z przemokniętego Nowego Sadu :).

Witamy w Nowym Sadzie

Reklamy

To juz rok :).

Tak ostatnio zalatana i podejmujaca decyzje bylam, ze przegapilam pierwsza rocznice mojego bloga. Chcialabym podziekowac wiec wszystkim Czytaczom i Przegladaczom czestym, rzadszym badz nawet jednorazowym za odwiedzanie. Mam nadzieje, ze choc czasami uda mi sie wywolac usmiech na czyjejs twarzy.

Od dzisiejszej nocy jestem juz w Nowym Sadzie. Na razie tyle wiem :). Skupiam sie na Tu i Teraz.
Przemeczona po ponad 18 godzinach podrozy i kilku przesiadkach zwyczajnie padlam, wiec opowiesci o podrozy do Serbi i moje indywidualne spostrzezenia zostawie na nastepne wpisy.

I wybaczcie brak polskich liter, ale musze dostroic swojego netbooka do nadawania na serbskich falach ;).