Gorąca czekolada

Czasami rzucona w wir oczekiwań, żądań, lęków, niepewności i innych odczuć, doceniam zwykłe chwile – tak jak ta dzisiaj – z kubkiem gorącej czekolady, choć gdzieś tam niedoleczone nosowe rewolucje, choć ogromne zmiany czekające za rogiem, choć hula ten prawie halny na dworze unosząc śnieg dookoła. Ukochana osoba obok, kubek gorącej czekolady w ręce, ciepły koc i uczę się doceniać małe rzeczy, bo to one między innym składają się na piękno i codzienność naszego życia.

Czego i Wam życzę dzisiaj – dostrzegania piękna w prostocie i małych rzeczach :).

Pozdrawiam :).

Proj. Markiza Aga

Proj. Markiza Aga

Uważaj o czym marzysz, bo marzenia lubią się spełniać

Dzisiaj o Mapie Marzeń, zwaną również Mapą Skarbów.

Tworzona jest metodą kolażu. Są to rysunki, słowa, zdania, symbole, obrazki wycięte z gazet, czasopism, naklejone na papier stają się odzwierciedleniem tego, o czym marzymy. Stają się wizualną afirmacją i przyciągają realizację tego, co chcielibyśmy aby się spełniło, aby zostało nam dane.
Do wykonania Mapy Marzeń potrzebne są stare gazety, magazyny, kolorowy papier, klej, nożyczki, brystol, na który będziemy naklejać symbole naszych marzeń. Zamiast wyklejania można też użyć słów, coś namalować, wykleić z kolorowego papieru. Każdy powinien wybrać coś, co najlepiej czuje, co najbardziej do niego przemawia i co jest dla niego najłatwiejsze.
Różne są teorie na temat dnia, w którym powinna być tworzona Mapa Marzeń. Mówi się, że może to być początek Nowego Roku, Dzień Urodzin, ale najczęściej pojawiają się rady, aby wykonać mapę w ciągu 48 godzin od wejścia Księżyca w nów (wspiera on wszelkie formy wzrostu, korzystnie wpływa na inicjowanie nowych projektów). Ja osobiście robię swoją Mapę Marzeń 21-ego grudnia (Przesilenie Zimowe), już 3-ci rok z rzędu.
Tworząc mapę wycinamy te obrazki, słowa itd., które pozytywnie na nas oddziałują, które w jakiś sposób nas przyciągają. Mapa jest dla nas. Nieważne, jeśli komuś nie podoba się to, co wycięliśmy, ona ma się podobać nam :). Ważne, żeby emanowała pozytywną energią :).
Jeżeli np. marzymy o miłości, to starajmy się wkleić uśmiechniętą, szczęśliwą parę (zdarza się, że para wygląda idealnie, ale kiedy się bliżej przyjrzymy osoby mogą patrzeć w całkiem różnych kierunkach, albo oczy mogą wyrażać smutek, a o to nam przecież nie chodzi 🙂 ).
Ważne jest także, żeby mapy nie wykonywać zbyt długo. Kilka godzin skupienia, zabawy i pozytywnej energii wystarczy.
Mapa Marzeń jest piękną i niesamowitą metodą, która pomaga spełniać nadze marzenia. Porządkuje je, pomaga nam znaleźć to, co jest najważniejsze dla nas samych, może w jakiś sposób nadać kierunek naszemu życiu, itd.
Po wykonaniu Mapę można zawiesić w widocznym miejscu i co jakiś czas na nią zerkać, można też zwinąć i schować i zaglądać do niej co jakiś czas i pozwolić, aby się spełniało bez nacisku, fochów i dąsów czy żądań.
W grudniu wyklejałam już 3-cią Mapę Marzeń w swoim życiu i widzę z perspektywy lat, jak się zmieniam, jak zmieniają się priorytety w moim życiu. Jak moja pierwsza mapa zapełniona była masą materialnych rzeczy. I z roku na rok co innego zaczęło być dla mnie ważne. Mapa zaczęła oddychać, jest na niej więcej przestrzeni i niech tak zostanie :).
I jednocześnie potwierdzam osobiście – Mapy Marzeń się spełniają :).

Jeżeli ktoś będzie miał ochotę na stworzenie własnej – życzę samych pozytywnych wibracji :). Podzielcie się proszę spostrzeżeniami po :).

DSC00748

Czego się najbardziej boisz?

Wczoraj przez przypadek włączyłam telewizor, co zdarza mi się baaardzo rzadko ostatnio i trafiłam na film „Władca Pierścieni”, ale nie o tym mowa. Jedną z bohaterek filmu zapytano, czego się tak naprawdę i najbardziej boi. Odpowiedziała, że utraty wolności, zamknięcia w klatce i tego, że tak się do tej klatki przyzwyczai, że sama siebie zgubi, zapomni…
I poruszyła we mnie coś bardzo ważnego, bo oprócz wielu spraw, które czasami spędzają mi sen z oczu (zdrowie najbliższych, finanse, stabilizacja itd), ta jest jedną z najważniejszych – poczucie wolności, bycia sobą i niestracenie kontaktu z samą sobą, z własną duszą.

Artist Natalia Maroz

Natalia Maroz

Płaszcz ofiarny

Ileż to razy zdaje się nam, że to co przeszło i zostało zamknięte już nie wróci do nas w żaden sposób. Zamknięte na przysłowiowe cztery spusty. A tutaj nagle się okazuje, że te blizny, które dawno już uważane zostały za wyleczone otwierają się przy okazji jakiegoś małego, niby nic nie znaczącego zdarzenia. Te momenty, chwile, osoby, mgnienie wspomnienia i jeszcze wiele innych potrafią spowodować, że tak dobrze zabliźnione rany otwierają się i albo zaczynają się powolutku sączyć, drążyć, albo od razu powodują ból nie do zniesienia i okazuje się, że to co próbowaliśmy wyleczyć nie zostało tak naprawdę wyleczone i zamknięte, albo że potrzebujemy więcej czasu na żałobę po nich. Tak jest zazwyczaj w moim przypadku.

Ostatnio jakiś taki okres huśtawek emocjonalnych i braku poczucia stabilizacji, co niestety skutkuje u mnie w destabilizacji emocjonalnej.

Moja znajoma szamanka i wiedźma, która zresztą niesamowicie mi pomogła wiele razy i jestem jej za to niesamowicie wdzięczna, zaproponowała nam, kobietom, uczestniczącym w takim małym kręgu kobiet, zrobienie Mapy Smutków (istnieje jeszcze Mapa Marzeń, ale o tym już w następnym wpisie). Do Mapy Smutków potrzebny jest kawałek papieru, brystolu, gazety, klej, nożyczki. Siadamy, wyciszamy się i próbujemy poczuć co w naszym życiu boli, co powoduje łzy, smutek, żałobę, czego jeszcze nie przerobiliśmy itd. Symbole tych właśnie boleści, żalów i smutków próbujemy odnaleźć w gazetach, wyciąć, wkleić na tą właśnie Mapę Smutków. To co czujemy. Pamiętam, że robiliśmy tą mapę kilka tygodni przed Mapą Marzeń, ale jeżeli istnieje potrzeba to można ją po prostu zrobić w danej chwili. Nad mapą można sobie później posiedzieć, pomedytować, a na końcu spalić, żeby symbolicznie zamknąć to co bolało, smuciło, a z czym chcemy się już pożegnać.

Powróciłam też do lektury książki Clarissy Pinkoli Estes „Biegnąca z wilkami” i trafiłam na metodę podaną przez autorkę, a nazwaną Płaszczem ofiarnym. Zacytuję teraz fragment mówiący o tej właśnie metodzie:

„W pracy terapeutycznej pokazuję czasem kobietom, jak zrobić długi do samej ziemi płaszcz ofiarny z płótna czy innego materiału. Jest to coś w rodzaju peleryny, na której maluje się, wypisuje, przypina czy przymocowuje przeróżne rzeczy symbolizujące wszystko, co kobieta w życiu przeszła; wszystkie obelgi, zniewagi, urazy, wstrząsy, rany i blizny. Jest to zapis jej wszystkich ofiar i poświęceń. Czasami zrobienie takiego płaszcza zabiera tylko dzień czy dwa, ale niektóre kobiety potrzebują na to miesięcy. Jest to niezwykle pomocne w wyszczególnieniu wszystkich krzywd, policzków od losu i ciosów, jakich doznały w życiu.

Najpierw zaczęłam robić płaszcz ofiarny dla siebie. Wkrótce stał się tak ciężki, że dźwigać go musiał cały orszak Muz. Początkowo zamierzałam złożyć wszystkie swoje psychiczne śmieci w tym jednym przedmiocie, a potem pozbyć się ich przez spalenie go. Zamiast tego powiesiłam go w korytarzu i za każdym razem, kiedy koło niego przechodziłam, czułam się dobrze, nie miałam żadnych negatywnych uczuć. Byłam pełna podziwu dla ovarios kobiety, która była zdolna unieść na sobie ten płaszcz, nie zachwiać się pod nim, lecz śpiewać, tworzyć i radośnie przyjmować wszystko.

Stwierdziłam, że sprawdza się to także w przypadkach moich pacjentek. Nie chciały niszczyć płaszczy ofiarnych, kiedy je już zrobiły. Pragnęły zachować je na zawsze, a im bardziej były bolesne i skrwawione, tym lepiej. Czasami nazywamy je też płaszczami bitewnymi, bo są dowodem wytrwałości, męstwa, upadków, niepowodzeń i zwycięstw danej kobiety.

Czasem dobrze jest policzyć swój wiek nie w latach, ale w liczbie blizn zdobytych w bitwach.

– Ile masz lat? –  pytają mnie czasem. –  Siedemnaście blizn – odpowiadam. – Zwykle ludzie nie krzywią się i sami chętnie obliczają swój wiek w taki sposób.

Indianie Lakota malują na skórach zwierząt, zapisując zimowe wydarzenia. Indianie Nahua, Majowie i Egipcjanie mieli kodeksy, w których notowali wielkie wydarzenia – wojny i zwycięstwa. Na ich podobieństwo kobiety mają swoje płaszcze ofiarne, płaszcze bitewne. Zastanawiam się, co nasze prawnuczki i praprawnuczki pomyślą o takim zapisie naszego życia. Mam nadzieję, że trzeba im będzie to wyjaśniać.

Nie może być wątpliwości – zasłużyłyście na to, dokonując trudnych życiowych wyborów. Jeśli ktoś was zapyta o narodowość, pochodzenie etniczne, linię krwi, to uśmiechnijcie się zagadkowo. Powiedzcie, że należycie do Klanu Blizn.”

Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy ile rzeczy jako Kobiety jesteśmy w stanie przejść, udźwignąć. Ile rzeczy przeszły nasze Mamy, Babcie, Prababcie i ich poprzednie Pokolenia. To przez co my przechodzić już nie musimy. Wdzięczna im jestem ogromnie.

Więc kto jeszcze zapisuje się do Klanu Blizn 😉 :)?…

DSC09979

Niech marzenia się spełniają.

Trochę spóźniona z życzeniami, ale niezmiennie mocno życząca Wszystkim zaglądającym, oglądającym, wpadającym od czasu do czasu, nawet przez przypadek: wszystkiego co dobre, miłości, zrozumienia, zaufania, że czasami jak nawet pod wiatr i brak sił, to nie poddawajmy się, bo nic się nie dzieje bez przyczyny.
Dużo serdeczności, cudów na każdy dzień życia i spełnienia marzeń :).

„Stary Rok już odchodzi 
i żegna się już z nami- 
zostawia nas na rozdrożach 
z naszymi wspomnieniami. 

Zmęczony i przygarbiony 
Staje na moment w drzwiach, 
jak gdyby chciał nam powiedzieć: 
– „Co złego to nie ja”. 

I że się bardzo starał 
być dobry i radosny – 
od lata do jesieni, 
od zimy aż do wiosny. 

Cóż…trochę mu nie wyszło, 
choć nie był aż taki zły – 
może jego następca 
przyniesie lepsze dni… 

Już zegar Staruszka wygania, 
przerywa pożegnanie, 
a Nowy Rok w pas się kłania 
i z nami pozostanie. 

Co z sobą nam przyniesie? 
Już wkrótce się okaże. 
Przyjmijmy Rok Nowy w darze 
z nadzieją spełnienia marzeń. 

I życzmy sobie zdrowia, 
uśmiechu na każdej twarzy 
i niech w tym Nowym Roku 
nam wszystkim dobrze się darzy. „

Wiersz znaleziony w necie, autor niepodpisany.