Dzielmy się sercem…

Dziś przez ‚przypadek’, chociaż przypadków nie uważam za przypadki :), weszłam na jednego z blogów, które systematycznie odwiedzam i przeczytałam o pewnej inicjatywie, akcji dla Domu Opieki Społecznej dla Dzieci w Niegowie.
Dla mnie – cudowna inicjatywa, więc jeżeli ktoś ma ochotę, może się dołączyć. Z mężem już planujemy parę kartek własnoręcznie robionych, ja pewnie krzyżykowo :). Może jeszcze dzieciaczki z rodziny dołączą.
Dzielmy się sercem :).

A O AKCJI MOŻNA POCZYTAĆ TUTAJ:

robotka-2012.html

ZAPRASZAM

Reklamy

Walka… a jednak poddanie.

UFF…

Zdarzają się momenty w życiu, kiedy człowiek uderza głową w mur, bo czuje, że cokolwiek zrobi, to i tak teraźniejszość jest taka jaka jest. I można się buntować, złościć, próbować walczyć z tym co się dzieje, obarczać winą za to co się wydarza rodzinę, znajomych, pracodawców, system itd. itp. Można by wyliczać bez końca…

W takich chwilach czuję się tak jakbym walczyła z wiatrakami. I jest złość, i płacz, i nerwy, i ego szaleje. Zaczynają się rozważania typu: dlaczego nie zrobiłam tego inaczej, dlaczego podjęłam taką a nie inną decyzję, przecież mogłam tak albo tak. I zapewne przyszłość też czeka okrutna, bo przecież jakże mogłoby się udać, bo przecież nie spełniam takich i takich kryteriów, bo nie jestem taka a taka, bo przecież….. (tutaj można sobie wstawiać własne słowa). I wtedy staram się mówić STOP.

Przeczytałam ostatnio takie słowa:
….każdy z nas jest nieustającym, żywym, zmiennym procesem i podlega procesom życiowym, więc pozwól sobie na bycie w procesie… poddaj się przypływom i odpływom, przyjmuj, to co do ciebie przychodzi, pozwól odejść temu, co odchodzi, nie określaj, nie kawałkuj, nie nazywaj, nie naginaj i nie forsuj swoich planów i woli swojego umysłu, zaakceptuj siebie i swoją obecną sytuację… rozejrzyj się wokół siebie i poddaj się życiu…”
Weronika Wer

… czas zacząć żyć, a nie czekać na lepsze jutro…. bo Twoje życie toczy się teraz….

Czekanie na „lepszą” przyszłość….

Czy z reguły na coś czekasz? Jak wielką część życia spędzasz na czekaniu? Istnieje czekanie krótkofalowe – w kolejce na poczcie, w ulicznym korku, na lotnisku, na umówione spotkanie, na koniec pracy itp. Z czekaniem długofalowym mamy do czynienia, gdy ktoś czeka, aż zacznie się urlop, aż dostanie lepszą posadę, aż dzieci dorosną, aż wejdzie z kimś w naprawdę istotny związek, odniesie sukces, zarobi pieniądze, zostanie ważną osobistością, osiągnie oświecenie. Niektórzy ludzie przez całe życie czekają, kiedy wreszcie zaczną żyć!
Czekanie to stan umysłu, polegający na tym, że pragniesz przyszłości, odtrącając teraźniejszość!
Odtrącasz to, co masz, pragniesz zaś tego, czego nie masz. Jesteś wtedy jak architekt, który nie zwraca uwagi na fundamenty budowli, poświęca natomiast mnóstwo czasu górnym kondygnacjom.”
E. Tolle

I pomimo, że gdzieś we wnętrzu doskonale o tym wiem, to wciąż i nieustannie muszę sobie przestawiać myślenie i zmieniać ochotę na bunt przeciwko życiu, walkę przeciwko niemu na poddanie się i zaufanie. Nie chodzi bynajmniej o poddanie działań, marzeń itd. Chodzi o zaufanie, że chwila obecna jest taka jest, dana nam jedna i jedyna. Zamiast skupiać się na tym co mogłam lub mogę zrobić, lepiej przeżyć każdy moment życia, nawet ten, który wydaje nam się ciężki, niemożliwy do zniesienia, bo takie momenty także nas budują, hartują, uwrażliwiają.
W ostatnich tygodniach nie pisałam, bo taki czas zamknięcia jakiś nastał, może to ta jesień działa ta refleksyjnie, sennie…
Starałam się też zamiast myślenia o przeszłości i przyszłości, całą tą energię niepewności i chyba też buntu w jakiś sposób przetransformować na coś pożytecznego, bo uwielbiam tworzyć. I owocem tego jest parę małych projektów, które udało mi się ostatnio zrealizować (zdjęcia haftów jeszcze w stanie ‚surowym’, czyli przed praniem, prasowaniem i oprawianiem w ramki).

Dobrego dnia dla Wszystkich i znów biegnę do swojego tworzenia :).