Znów trochę Tolle’a

Dzisiaj znów powróciłam do przeglądania „Potęgi teraźniejszości” E. Tolle’a. Nie przypadkowo. Człowiek ma czasami ciągoty do analiz, do stwarzania i wymyślania problemów, które wg naszego umysłu NA PEWNO pojawią się w przyszłości. Nie potrafimy się skupić na tym co jest TU I TERAZ. Na każdej chwili nam danej, bo tak naprawdę nie wiemy, ile jeszcze tych chwil życia przed nami, a długości życia nie da się kontrolować. Tkwimy więc, a raczej nasze umysły w sieci wyimaginowanych problemów, które „na pewno” się zdarzą, bo przecież my jesteśmy na tyle przezorni, że potrafimy je przewidzieć, a dzięki temu doskonale wyprzedzić, skontrolować. A to jest jest niestety niemożliwe, bo żaden człowiek nie ma kontroli na Życiem. Możemy marzyć, planować, itd. ale kontroli mieć nigdy nie będziemy. Czasami wystarczy jedna sekunda…
Czy więc nie lepiej oprócz marzeń, planów zaprzestać tworzenia problemów, które mogą się wydarzyć (wg naszego umysłu), choć zazwyczaj i tak nie wydarzają i zacząć żyć TU I TERAZ?
Ja właśnie próbuję :). Smakuję drożdżówkę cynamonową, przed chwilą cieszyłam się razem z psem przy zbieraniu porzeczek, a przy pisaniu tego tekstu przyciągnął moją uwagę widok za oknem – przepiękne w letniej porze drzewa, kuszące swoją zielonością i siłą.
Czas aby egocentryczny umysł nie miał ciągłej władzy i nie generował non stop myśli, które prowadzą do różnorakich stanów emocjonalnych, dalekich równowadze.
Dla mnie to nie jest łatwe i wiem, że taka świadomość musi być praktykowana cały czas ze względu na to, że ego zawsze szuka luki. Będę próbować te moje myśli kosmate, rozczochrane emocjonalnie po prostu obserwować, bez zbędnej analizy.
Wiem, że to nie łatwa praca, bo jak dla mnie to wciąż i na nowo, ale próbuję…

„Skup całą uwagę tu i teraz i powiedz mi, jaki w tej właśnie chwili masz problem.

Nie odpowiadasz, bo nie można mieć problemu, kiedy uwaga jest bez reszty skupiona na teraźniejszości. Owszem, może ci się zdarzyć sytuacja, z którą będziesz musiał się uporać albo pogodzić. Ale po co zaraz robić z niej problem? Po co z czegokolwiek robić problem? Czy samo życie nie jest wystarczająco dużym wyzwaniem? Po co ci problemy? Umysł bezwiednie się w nich kocha, ponieważ nadają ci one coś w rodzaju tożsamości.  To całkiem normalne – i niepoczytalne. Pojawienie się „problemu” oznacza, że roztrząsasz w myślach daną sytuację, nie mając jednak szczerego zamiaru ani rzeczywistej możliwości podjęcia już teraz jakichkolwiek działań, i że nie-świadomie wplatasz ten „problem” w swoje poczucie ,ja”. Przytłoczony sytuacją życiową, przestajesz czuć, że żyjesz, istniejesz. Lub też dźwigasz w umyśle obłędne brzemię stu różnych spraw, które załatwisz albo może będziesz musiał załatwić w przyszłości, zamiast skupić się na tej jednejjedynej rzeczy, którą masz szansę zrobić właśnie teraz. Zadając sobie problem, równocześnie zadajesz ból. A przecież wystarczy dokonać prostego wyboru, podjąć prostą decyzje: bez względu na to, co jeszcze się zdarzy, nigdy już nie zadam sobie bólu. Nie zadam sobie żadnych więcej problemów do rozwiązania. Ten prosty wybór jest zarazem bardzo radykalny. Nie dokonasz go, dopóki naprawdę nie przeje ci się cierpienie, dopóki nie poczujesz, ze naprawdę masz dość. I nie zdołasz spełnić tego postanowienia, jeśli nie dotrzesz do potęgi teraźniejszości. A kiedy przestaniesz zadawać sobie ból, nie będziesz go również zadawał innym. Przestaniesz też kalać piękną ziemię, swoją przestrzeń wewnętrzną i zbiorową psychikę ludzkości negatywną aurą, która powstaje przy stwarzaniu problemów.
Jeśli zdarzyło ci się kiedyś znaleźć o włos od nagłej śmierci, wiesz, że nie był to problem. Twój umysł nie miał czasu na wygłupy, więc z tej niebezpiecznej sytuacji nie zrobił problemu. Kiedy pojawia się rzeczywiste zagrożenie, umysł nieruchomieje, ty zaś osiągasz stan całkowitej obecności tui teraz; władzę nad tobą przejmuje coś, co jest od ciebie nieskończenie potężniejsze. Właśnie dlatego tyle słyszy się opowieści o całkiem przeciętnych ludziach, którzy stali się nagle zdolni do niebywale odważnych czynów. W każdej ekstremalnej sytuacji są tylko dwie możliwości: albo wyjdziesz z niej cało, albo nie. Ale czy ocalejesz, czy zginiesz, tak czy owak nie jest to problem. Niektórych ludzi ogarnia gniew, gdy mówię, że problemy są urojeniem. Boją się, że pozbawię ich poczucia tożsamości. A przecież tyle czasu zainwestowali w swoje fałszywe poczucie ,ja”. Przez wiele lat bezwiednie definiowali własną tożsamość, oglądając ją przez pryzmat swoich problemów i cierpień. Kim byliby bez niej?
Znaczna część tego, co ludzie mówią, myślą i robią, motywowana jest lękiem, który zawsze bierze się oczywiście stąd, że człowiek skupia się na przyszłości i nie ma kontaktu z teraźniejszością. A ponieważ w teraźniejszości nie istnieją problemy, nie istnieje też w niej lęk. Jeśli powstanie sytuacja, z którą będziesz musiał na bieżąco się uporać, postąpisz w sposób przejrzysty i celny – pod warunkiem, że twoje działania wynikną ze świadomego kontaktu z teraźniejszością. Będą też wtedy zapewne skuteczniejsze. Twoja reakcja nie będzie efektem musztry,którą w przeszłości odbył umysł, lecz intuicyjnym odzewem na teraźniejszą sytuację. Ilekroć zaś uwięziony w czasie umysł zechce zareagować po swojemu, przekonasz się, że osiągniesz lepszy skutek, jeśli zamiast działania wybierzesz zaniechanie: skupione trwanie w teraźniejszości.”

Eckkart Tolle „Potęga teraźniejszości”

Reklamy